"Świadomość śmierci jako droga do uświęcenia życia i trwania w sacrum"

autor: DIVIS

„W naszej kulturze w epoce Odrodzenia człowiek zrzucił z siebie władzę bóstw i demonów, i sam siebie kreował na władcę” (Kępiński, za, Pyrek 1996, s. 139) wierząc iż to wystarczy, aby ponury kosiarz więcej nie zapukał do jego drzwi. Strach przed Śmiercią sprawia, że za wszelką cenę człowiek stara się wyprzeć fakt, że w każdej chwili może umrzeć przez co postępuje jak gdyby był nieśmiertelny, podczas gdy wieczny towarzysz, jakim jest Śmierć, może stać się jego najlepszym doradcą, dzięki któremu człowiek porzuca małostkowość i zaczyna żyć radując się każdą drogocenną chwilą, gdyż właśnie ta chwila może być jego ostatnią...

Współcześnie nieśmiertelna ludzka istota czyni co tylko w jej mocy, aby zapomnieć i nie mieć kontaktu z jakimikolwiek przejawami śmierci „...ludzie schowali ją w zakamarkach ciemnych szpitali, wyrzucili sprzed oczu. Przestała być oczywistością, stała się czymś zupełnie niezgodnym z porządkiem rzeczy, nienaturalnym”(Radkowska 1998, s. 55). Mimo, że jest ona jedyną pewną rzeczą, człowiek stara się zapomnieć o swym kresie, w tym celu wcześniej wykupuje miejsce na swój grób, zakłada polisy na życie, aby móc nie myśleć o tej kwestii więcej i skupić się na życiu, lecz jak może być ono możliwe bez śmierci, to tak jak nie możliwym jest docenić zdrowie jeśli nigdy nie było się chorym. Życie stale żywi się śmiercią, w niej tkwi jego źródło, aby jeść zabijamy rośliny i zwierzęta, gdy sami umieramy, nasze rozkładające się ciała karmią rośliny, i tak krąg się zamyka, a żaden z jego elementów nie jest ważniejszy od innego. Ludzie jednak nie potrafią tego zaakceptować, zatem postępują tak jakby nigdy nie mieli umrzeć, mianowicie zawsze mają wiele czasu na zrobienie czegoś później, tłumią swoje uczucia zapominając, że najwłaściwszy moment na wypowiedzenie czegoś jest właśnie teraz, poddają się małostkowości, przygnębieniu, depresji. W obliczu śmierci wszystkie te rzeczy nie mają najmniejszego znaczenia jest tylko nasz koniec.

Rozpatrzmy teraz inną możliwość, mianowicie istnienie w ciągłej świadomości własnej śmierci, bo czyż nie jest tak, iż jest ona stale przy nas, don Juan z dzieł Carlosa Castanedy mawiał: „Śmierć jest naszym wiecznym towarzyszem (...) Zawsze przebywa po naszej lewej stronie na wyciągnięcie ręki. (...) Może dosięgnąć cię w każdej chwili”(Castaneda 1999, s. 53-60). Czy jest w takiej sytuacji czas na gniew, czy zamartwianie się przyszłością ma jakiś sens, skoro tak naprawdę ona nie istnieje? Jedyna możliwość jaka pozostaje to cieszyć się każdą chwilą, każdym oddechem i działać tak jakby dany akt miał być ostatnią rzeczą jakiej człowiek dokona. W tym świetle zaczyna on szanować czas własny i cudzy, a czyny jakich się podejmuje i sposób ich wykonania można przyrównać do dzieł sztuki, gdyż ich znaczenie tkwi w samym akcie, a nie w końcowym rezultacie. Cel leży w działaniu, efekt jest tylko skutkiem ubocznym, zwykle, mimo wszystko, uwieńczonym sukcesem przewyższającym wszelkie oczekiwania, jako że w samym akcie człowiek postępował najdoskonalej jak potrafił. Śmierć skłania jednostkę do głębszej refleksji nad własną egzystencją, pojawia się pragnienie uporządkowania swoich spraw, „Spotkanie z ostatecznością zmienia człowieka.(...)są to swego rodzaj narodziny odpowiedzialności, prawdziwej miłości, pełni człowieczeństwa.”(Radkowska 1998, s. 55). Od momentu tego spotkania życie nabiera nowej jakości gdyż okazuje się, że wiele zachowań i działań w konfrontacji ze śmiercią blednie i traci swój pierwotny sens (jeśli w ogóle taki sens miały) „śmierć (...) przede wszystkim oznacza likwidację przeszłości, położenie kresu egzystencji – chybionej, jak każda egzystencja świecka – aby na nowo rozpocząć inną odmienną.” (Eliade 1999, s. 273- 277). Życie, które dotychczas uwięzione było w przeszłości i przyszłości wraca do tu i teraz - jedynego momentu, kiedy rzeczywiście można istnieć.

Śmierć w takiej postaci w pewnym sensie przywołuje zagubione gdzieś życie, wprowadza człowieka w jedyny czas jaki dla kultur tradycyjnych miał znaczenie – czas sacrum. W optyce szamanów meksykańskich to nie była tylko idea, lecz konkretna technika, przy pomocy której człowiek permanentnie wkraczał w czas święty, w odrębną rzeczywistość. „Śmierć symbolizuje Mądrość, dlaczego zmarli są wszechwiedzący i znają również przyszłość, dlaczego wizjonerzy i poeci szukają natchnienia w pobliżu grobów.”(Eliade 1999, s. 273-277), ta mądrość wynika z faktu, iż śmierć przychodzi ze sfery nieznanego, ludzkiego cienia, a ten kto ma odwagę wniknąć w nieznane przynosi stamtąd głębsze zrozumienie, wiedze nie dostępną, tym, których całą uwagę absorbują problemy dnia codziennego, martwienie się o przyszłość i roztrząsanie tego co było. Ciągła świadomość własnego końca dawała meksykańskim czarownikom wolność, żyli oni chwilą obecną, kierowani chęcią pogłębiania swojego zrozumienia świata i własnej istoty, gdyż w ich odczuciu było to jedyną rzeczą wartą uczynienia w konfrontacji z ostatecznym. Śmierć stawała się dla takiej jednostki przyjacielem, nauczycielem życia, a przede wszystkim zostawała odarta z przypisywanego jej okrucieństwa, znikał strach i wszystko stawało się możliwe. Bo to przecież strach powstrzymuje ludzi od podejmowania wyzwań, strach przed porażką, ośmieszeniem, krytyką, czy po prostu niewiadomym. W pewnym sensie ich życie było ciągłym umieraniem, ze śmiercią na ramieniu zabijali kolejne niepotrzebne nawyki i pragnienia, które oddzielały ich od sacrum, „jeśli umiera się niezliczone ilości razy, stale, aby odradzać się w czymś innym (...) [człowiek] przeżywa, powiedzmy, początek nieśmiertelności”(Eliade 1999, s. 277). Uświadamia sobie nieskończoność własnej natury i nie wymaga to już wiary, ma absolutną pewność, która wywodzi się z jego osobistego doświadczenia.

Patrząc na historię ludzkości odnoszę wrażenie, że człowiek stale dąży do zaspokojenia własnych potrzeb, dzieje się to na różnych płaszczyznach, niemniej rzadko kiedy osiąga trwałe spełnienie. Kolejne osiągane cele dają krótką satysfakcję, po czym powstają nowe pragnienia, nowe zachcianki, prowadzące w głąb labiryntu potrzeb. To, jak się zdaje, naturalne lgnienie pochodzi z pragnienia spełnienia ostatecznego, trwania w radości w upragnionym szczęściu. To właśnie trwanie w sacrum może być tym szczęściem, tą ziemią obiecaną, do której drogę może człowiekowi wskazać jego własna uświadomiona śmierć...

Bibliografia

Castaneda Carlos ,
1999 Podróż do Ixtlan. Nauki don Juana, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań.

Eliade Mircea ,
1999 Mity, sny i misteria, Wydawnictwo KR, Warszawa.

Pyrek Edi ,

1996 Inicjacja rzecz o poszukiwaniu wizji, Wydawnictwo PEGAZ, Warszawa.

Radkowska Magdalena ,
1998 W poszukiwaniu zaginionej śmierci, czyli Ars moriendi dzisiaj, Polska sztuka ludowa .
Konteksty . Antropologia kultury, etnografia, sztuka, Vol. LII, nr 2, s. 55-60.