Bajka o lekarstwie

Inicjacja Uzdrawiania

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, znajdowała się piękna kraina. Kraj ten był obfity w  gęste rozległe lasy pełne zwierzyny, rzeki i jeziora odbijające blask gwiazd nocą, dobrą, wynagradzającą ziemię i bogaty krajobraz, który zawierał w sobie cały świat. Ludzie zamieszkujący te ziemie byli starym ludem, w którego oczach odbijały się cierpienia i trudy przeszłości i choć potrafili ciężko pracować i z oddaniem wykonywać swoje obowiązki to jednak, na ich twarzach rysował się smutek i zmęczenie, które wypływało z ich zatroskanych serc i niespełnionych umysłów. Wobec siebie nawzajem byli oni nieufni i nieżyczliwi, gdyż najwyraźniej w trakcie długiej drogi, niesieni wielowiekowym strumieniem czasu, stopniowo zapomnieli, iż są dla siebie braćmi i siostrami. Nikt tak do końca nie wiedział skąd przyszła ta choroba duszy, nie dająca spokoju, nie pozwalająca cieszyć się pięknem i obfitością otaczającą ich ze wszystkich stron. Wielu próbowało przynieść ukojenie tym ludziom, niestety bezskutecznie.
Pewnego razu, a było to późnym latem, w czasie gdy owoce są gotowe do zebrania, a żniwa powoli dobiegają końca, wraz z silnym wiatrem zapowiadającym zmiany przybyło do tego kraju dwóch podróżników. Pochodzili oni z bardzo daleka, lecz zawędrowali w tamte strony, jak miało się okazać nie przypadkowo. Nieśli ze sobą potężny,  starożytny lek, który miał pomóc podźwignąć się umęczonym ludziom. Okazało się bowiem, iż w odległych krajach dotarła do nich wieść o tej pięknej, a jednak nękanej wewnętrznym niepokojem krainie i o zamieszkujących ją ludziach potrzebujących pomocy. I chociaż byli daleko, ponieważ wraz z wieścią pojawiły się znaki na niebie i ziemi ruszyli w podróż posłuszni Mocy i Bogom...
Na miejscu, wśród mieszkańców znalazły się osoby, które widziały zwiastuny, więc gdy wędrowcy osiągnęli docelowe miejsce zostali powitani z otwartymi ramionami. Odbyło się wiele rozmów, mieszkańcy krainy pokazali im dawne miejsca kultu i świątynie, w których murach zapisana była przeszłość oraz dawne kulty, teraz zapomniane, okryte pyłem niezrozumienia i ignorancji i zasłonięte kotarą niezrozumiałego języka, lecz nadal były to miejsca mocy, a pamięć żyła w nich gotowa wyjawić tajemnice tym , którzy potrafią słuchać.
Gdy wszyscy byli gotowi i zebrali się w jednym miejscu, bo trzeba powiedzieć, że przybyli także inni z poza krainy, którzy usłyszeli wezwanie, nadszedł czas rozpoczęcia wielkiej ceremonii uzdrawiania. Imiona podróżników pozostaną tajemnicą, ale nich jest wiadome, iż niebyli to zwyczajni ludzie, lecz potężni czarownicy, którzy za pomocą leku oraz muzyki, którą władali po mistrzowsku pomagali odnaleźć na nowo drogę do światła oraz otwierali ścieżkę do Wielkiego Ducha.
Po zachodzie słońca cała grupa zebrała się w wielkiej sali gdzie miało odbyć się misterium. Wszyscy przystępujący byli przygotowani przez posty i modlitwy, choć tak naprawdę nie wiedzieli co czeka ich w czasie ceremonii. Przestrzeń została uświęcona, a czas zmienił swój bieg i stał się czasem świętym, strumieniem o potencjale płynięcia w każdym możliwym kierunku włącznie z zatrzymaniem. Uczestnicy byli już gotowi i każdy kolejno otrzymał lekarstwo, które swoją goryczą i obcym egzotycznym posmakiem wykrzywiało twarze neofitów. W sali wkrótce rozbrzmiały pieśni, niezwykłe, pełne mocy, obce dla uszu, które po raz pierwszy słyszały wersy śpiewane w nieznanym języku, lecz nawet nie znając treści każdy słyszał jak opowiadały historię o magii i cudach oraz o domu,  sprowadzając go na nowo do wszystkich serc. Rytuał rozwijał się w nowe formy i kolejne zabiegi były dokonywane przez czarowników, a jednocześnie uczestnicy zaczynali doświadczać pierwszych skutków wywaru. Coś zmieniało się w ich świadomości, bariery kolejno rozpływały się i ku ich oczom ukazały się ukryte krajobrazy, natomiast ciała poddając się oczyszczającym właściwością zioła wyrzucały z siebie wszystkie te nieczystości, które zakłócały ich harmonię i uniemożliwiały ludziom radowanie się życiem. Wielu cierpiało, lecz było to cierpienie potrzebne, uzdrawiające. Muzyka przeplatała się z ciszą, a wraz z rozbrzmiewającymi w przestrzeni dźwiękami i śpiewami w umysłach zebranych powstawały kolejne krajobrazy i wszechświaty, których muzyka była tworzywem. Trzy dni trwały ceremonie, a gdy ostatniego dnia wszyscy byli gotowi cały krąg ludzi prowadzony przez niezwykłych podróżników wzniósł się ku mitycznym krainom i świętował na wyżynach świadomości w obecności najwyższego. I poprzez to doświadczenie ludzie zyskali nowe znacznie głębsze spojrzenie na otaczający świat, radość znów zagościła w ich sercach, a chorzy poczuli powracające zdrowie i siłę. Na nowo proste czynności dnia codziennego odzyskały swoją wartość i dostrzeżono w nich drogę do spełnienia. Ponownie nawiązany został kontakt z otaczającą przyrodą, ujawniły się duchy i pomocnicy, a ludzie odzyskali wiarę i zaufanie, tak nadwątlone przez trudy przeszłości. Gdy to wszystko się dokonało, Ziemia znów odetchnęła z ulgą i lato powróciło by łagodnie przejść w najpiękniejszą jesień jaką widziano w tamtym kraju od wielu dziesiątek lat.
Lecz tak naprawdę, dla tych, którzy poddali się ceremonii, droga dopiero miała się tak naprawdę zacząć...ku przebudzeniu z długiego snu...ku harmonii ze światem, światłu Miłości i pokojowi...
Długo i wylewnie dziękowano mistrzom za nauki i pomoc, wiele otrzymali darów, które przyjęli z wielką wdzięcznością . Nadszedł czas pożegnania, a było ono pełne radości, smutku i nadziei, a gdy już ostatnie słowa zostały powiedziane, nauczyciele zapowiedzieli, że wraz z dobrymi wiatrami powrócą by dalej dzielić się mądrością, znów zabiorą ludzi na swój okręt by żeglować po nieskończonym oceanie świadomości i poznawać niezgłębioną tajemnicę...

 

POWRÓT