Peyotl i Lustra Bogów czyli Indianie Huichol

„Gdyby otworzyć drzwi percepcji
każda rzecz jawiłaby się taka, jaka jest;
nieskończona.”

                       William Blake

Świat, w którym żyjemy jest tylko jednym z wielu. Człowieka otaczają rzeczywistości , z których zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Cały ten bogaty wszechświat znajduje się jakby wewnątrz każdej jednostki. Dla wielu kultur wymiary te są równie istotne jak powszednia rzeczywistość, a łącznikami między członkami społeczności , a nieznanym są szamani. U różnych ludów do podróżowania po tych subtelnych płaszczyznach szamani używali różnego rodzaju „katalizatorów” – wehikułów, które pomagały im osiągnąć odpowiednie stany świadomości. Takim wehikułem mógł być dźwięk monotonnie grającego bębna, transowy taniec, śpiew, lub w bardzo wielu przypadkach roślina halucynogenna (u Huicholów, Indian Tarahumara i kilku innych plemion Ameryki środkowej i pn. jest to peyotl , u Mazateków z pd. Meksyku grzybki, natomiast w społecznościach Amazonii Ayahuaska- magiczny wywar z dwóch roślin.) Oczywiście w innych społecznościach istniał jeszcze inne niezliczone narzędzia, ja tu wymieniłam tylko kilka przykładowych. Nie mniej cel był zawsze ten sam: rozwiać zasłonę, która przesłania nam inne światy. Nie jest jednak tak, że aby stać się szamanem wystarczy zażyć halucynogen . W tradycyjnych społeczeństwach są to ludzie naznaczeni, wybrani w jakiś sposób przez świat duchów.
Peyotl pełni znaczącą rolę u wielu społeczności indiańskich, lecz  najgłębszy związek między tą rośliną, a życiem jednostek a nawet całej kultury, wytworzył się u Huicholów. Żyją oni w Zachodniej Sierra Madre, na styku stanów Nayarit, Jalisco, Zacatecas i Durango, w północnej części centralnego Meksyku. Nazywają oni siebie Wirrarika (Wixarika). Jest to kraina o suchym klimacie, górzysta, poprzecinana głębokimi kanionami, gdzie małe wioski, zwane rancheros , łączą wąskie wydeptane wśród skał ścieżki. Plemię to nigdy nie było liczne i dzięki temu wierzenia związane z kultem Świętego kaktusa zostały u nich najlepiej poznane i opisane. W literaturze często nazywani są "plemieniem peyotlu". Podstawą utrzymania Huicholi jest uprawa roli. Na niewielkich poletkach, używając prostych narzędzi rolniczych, uprawiają oni kukurydzę, fasolę i rośliny dyniowate. Hodują też krowy (na mleko) i owce (na wełnę). Mięso w ich diecie pojawia się rzadko.
W ostatnich latach coraz częściej można spotkać Huicholi w miastach - w Tepic, Guadalajarze, Mexico City – dwójkami i trójkami cicho przemierzających stacje autobusowe, targowiska i wędrujących gęsiego drogami. Ich wykoślawione, brązowe stopy w plecionych sandałach o jednym pasku mówią o długiej wędrówce z gór. Wyraźnie wyodrębniają się od otaczającego ich miejskiego świata. Nigdy nie odzywają się do obcych bez potrzeby. Zachowują się z rezerwą, z wyjątkiem rozmów między sobą, kiedy ich powaga ustępuje ożywieniu i krótkim wybuchom śmiechu. Ludzie ci, w odróżnieniu od większości pozostałych Indian Meksyku, nie zdradzają postawy zdominowania czy podległości – obojętnie, jak biedni i obdarci by byli. Huichole są świadomi, że są nędzarzami. Niezależnie od wielkiego ubóstwa nie postrzegają siebie jako ofiar przypadku czy nieubłaganych praw historii. Z rzadką pewnością siebie Huichole idą przez świat, nie uznając nikogo za lepszego lub za pana, mimo że trudno sobie wyobrazić lud mniej mogący kierować swoim losem czy bardziej pozostawiony na łasce sił poza ich mocą i pojęciem. Oni zaś żałują tych, którzy prowadzą inny niż oni tryb życia, gdyż  są całkowicie przekonani, że ich obecne życie jest piękne i znaczące, podobnie jak ich przeszłe życie było doskonałe.
Ich zamiłowanie do piękna i barw znajduje swój wyraz w sztuce. Najbardziej znane rękodzieła Huicholi to przedmioty o charakterze kultowym, często wykonywane z piór, koralików i przeplecionych sznurków albo malowanych kamiennych krążków lub wyklejanych różnobarwnymi koralikami tykw. Chyba najbardziej interesującym przykładem sztuki Huichol są tablas (obrazy). Powstają one przez wciskanie kolorowej przędzy w warstwę pszczelego wosku rozprowadzonego na tabliczce. Tablas bywają geometryczne i figuralne, a ich tematem są zazwyczaj nadprzyrodzone zwierzęta i istoty. Wyobraźnia, którą wykazują Huichole przy wykonywaniu przedmiotów o charakterze religijnym, nie opuszcza ich także przy wytwarzaniu innych form rękodzieła, w tym ubrań.
Od czasu do czasu zaskoczyć może widok Huicholi stojących na ulicy w kompletnym stroju ceremonialnym. W luźnych białych manta – długich do pół łydki spodniach czy spódnicach, bluzach i płaszczach obrębionych błyszczącymi gwiazdkami, motylami, kwiatami, wiewiórkami, myszami, jeleniami i  wymyślnymi ptakami czy zwierzętami, które zdają się ożywać wraz z bogactwem kolorów. Ubrania, torby jak i biżuteria są zawsze pokryte skomplikowanymi, geometrycznymi wzorami o subtelnej formie. Podwójne, grube sznury złotych i błękitnych paciorków zdobią szyje i uszy kobiet, zwinięte otaczają palce, nadgarstki i kostki. Wąskie paski tkanych toreb spowijają biodra mężczyzn, a z ramion zwieszają się większe haftowane worki. Głowy przykrywają kapeluszami podobnymi do sombrera, ozdobionymi czerwonymi filcowymi krzyżykami, o rondach obwieszonych jelenimi kopytkami, paciorkami lub filcowymi „wisiorkami” podskakującymi przy każdym ruchu. Do wstążek kapeluszy przymocowane są pierzaste strzały, pióra albo wiewiórcze ogony. Na plecach noszą torby i kosze, a często też naczynia z wodą. Czasami domowej roboty skrzypki albo ukulele wystają z worków lub spod płaszcza. Z tej gamy barw emanuje harmonia i gracja. 
Religia Huichol jest skomplikowana i trudna do zrozumienia dla czytelnika nie interesującego się religiami Indian amerykańskich. Myślę wiec, że nikt nie będzie miał mi za złe, że dokonałam celowych uproszczeń i skrótów w opisywaniu religii Huichol. Osoby zainteresowane odsyłam do książki C.Lumholz'a pt. "Symbolizm of the Huichol Indians". Podobnie jak u wielu innych plemion, Bogowie Huichol to personifikowane elementy otaczającej ich przyrody takie jak: Ogień, Deszcz, Słońce itd. Każdy z tych personifikowanych żywiołów może zsyłać ludziom dobra, jedzenie, wodę i zdrowie, występuje wówczas pod postacią jelenia, zwierzęcia uważanego obok peyotla i kukurydzy za element święty. Znaczenie tych trzech elementów jest skomplikowane i trudne do przedstawienia w sposób skrótowy, jednocześnie nie mogę pominąć tego problemu, gdyż wówczas miejsce Lophophory "Peyotla" w religii Huichol może wydać się niezrozumiałe. Lumholtz w swojej książce podsumował to tak: "Wzajemne powiązania i przenikanie się symboli Jelenia, Peyotlu i Kukurydzy mają sens dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że to ta sama rzecz przenikająca przez te trzy symbole" . Roman, huicholski szaman mówi: „Te [trzy] symbole są jednym. Są jednością. Są naszym życiem. Są nami samymi” . Są symbolami życia - jeleń zostawił ludziom Lophophorę w swoich odciśniętych śladach i dlatego peyotl to roślina życia, z niej przyrządza się napój pity przez "Starca Ognia", a ten zsyła deszcz i daje kukurydzę, aby plemię mogło żyć. Co roku więc Huichol muszą gromadzić peyotl i ofiarowywać go "Starcowi Ognia", aby zapewnić sobie powodzenie i urodzaj na następny rok. Jeleń oznacza również przeszłość Huicholi – koczowniczych łowców, przeszłe doskonałe życie, kukurydza ich teraźniejszość jako osiadłych rolników (doczesny, ludzki wymiar),a peyotl (hikuri) symbolizuje duchową, prywatną i wolną część ich życia.
Peyotl nazywany jest Starszym Bratem, duchowym panem jelenia, który dzięki wizjom pozwala Huicholom „odnaleźć ich życie”. Zarówno zbieranie kaktusa, jak i przeżywanie wywołanych peyotlem wizji ułatwia zdobycie szamańskiej mocy. Ten silny halucynogen zawiera około 30 allkaloidów (w tym psychodeliczną meskalinę). Zażyty w małych dawkach zmniejsza uczucie głodu i pragnienia, koi zmęczenie, działa jak afrodyzjak, dopiero w większych ilościach wywołuje wizje. Peyotl jest spożywany by zapewnić osobiste doświadczenie. Nie wolno mówić innym o swoich wizjach, każdy człowiek ma swoją własną i każda jest odrębna. Wizje zwykłych Huicholi, aczkolwiek piękne, powinny być indywidualne, głęboko osobiste i duchowe, ale mniej święte niż wizje mara’akame (szamana), którego prawem i obowiązkiem jest bardzo szczegółowe przekazywanie społeczności posłania od bogów.
W celu zdobycia tej wywołującej wizje rośliny szamani tego plemienia organizują rzeczywiste wyprawy swych współziomków, podczas których zbieracze, zwani peyoteros, pokonują ponad 450 km aby dotrzeć do Wirikuty, ich tradycyjnej ojczyzny wśród wyżynnych pustyń w stanie San Luis Potosi (coroczna pielgrzymka do Real de Catorce na pustyni Zacatecas). Jest to „miejsce na wschodzie, gdzie narodziło się Słońce”, a zarazem miejsce kreacji, w którym niegdyś zamieszkiwali Pierwsi Ludzie, czyli Huichole. Kiedy trudne warunki w Raju zmusiły Pierwszych Ludzi do wyemigrowania na zachód, Pierwszy Szaman poprowadził owych boskich przodków na pierwsze peyotlowe łowy z powrotem do Wirikuty, świętego centrum świata by mogli odzyskać swe zdrowie duchowe. Powracali do swych mitycznych siedzib, za pomocą peyotlu.
Tradycyjna piesza pielgrzymka do Wirikuta zajmuje 3 – 4 tygodnie. Obecnie pielgrzymki te jednak mogą trwać zaledwie kilka dni, dzięki korzystaniu z autobusów i ciężarówek. Po drodze postoje urządzane są jedynie w świętych miejscach w celu złożenia ofiary. Należy jednak zaznaczyć że nie ma drogi, która by zawiodła pielgrzymów bezpośrednio do miejsca docelowego, także muszą w pewnym momencie i tak zrezygnować z wygodnego transportu i resztę drogi odbyć pieszo. Wyprawa po Lophophorę do świętego miejsca może mieć miejsce w okresie od października do lutego.
Ponieważ od powodzenia wyprawy zależy obfitość zbiorów, zdrowie ich dzieci i dobro wszystkiego, co ich otacza, zarówno pielgrzymi jak i reszta mieszkańców wioski muszą należycie się do niej przygotować. W tym celu  spowiadają się i rytualnie obmywają ciała. Pielgrzymi muszą się oczyścić, stosując ostre posty, zachowując wstrzemięźliwość seksualną. Kilka dni przed wyprawą pielgrzymi nie opuszczają świątyni i nie kontaktują się z nikim.  Wszystko co ziemskie (jak seksualność) musi zostać odrzucone, aby pielgrzymi peyotlowi mogli powrócić do niewinności, czystości i stać się bogami. Do tych, którzy pozostają w domu należy obowiązek doglądania „świętego ognia”. Powinien on płonąć nieprzerwanie aż do powrotu pielgrzymów. Podczas pierwszego etapu wyprawy do jeziora Tate'ic , ci którzy po raz pierwszy biorą udział w wyprawie mają zawiązane oczy . Dopiero po rytualnej kąpieli w jeziorze opaski zostają im zdjęte. Po dotarciu na miejsce cała grupa przygotowuje w miejscu wskazanym przez mara’akame krąg z kamieni, gdzie zostaje rozpalony Święty Ogień palący się przez cały czas zbierania peyotlu. Zbiory rozpoczyna przywódca strzelając z łuku i poszukując roślin, które znalazły się w pobliżu upadku strzały. Gdy znajdzie taką roślinę zostaje ona ugodzona strzałami z czterech stron. Jeśli pierwsza znaleziona roślina ma tylko pięć żeber cała grupa dziękuje za pomyślność, bowiem pięć jest liczbą świętą i wróży to dobre zbiory Świętego Kaktusa. Następnie przywódca odcina górną część korpusu pozostawiając korzeń i dolną część pędu, dzieli go na pięć równych części, które zostają zjedzone przez wybranych członków grupy. Przed zjedzeniem dotykają kaktusem czoła, oczu, szyi i serca. Następnie rozchodzą się na poszukiwanie roślin. Przy każdym dołku po wykopanym kaktusie sporządzają nearikos - obrazek sporządzony z przędzy i wosku na kawałku deski. Obrazki nearikos sporządzone często pod halucynogennym wpływem Lophophory są obecnie bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów i turystów. Wśród darów ofiarnych dla peyotlu mogą się pojawić świece, butelki i tykwy ze Świętą Wodą, ceremonialne strzały, miniaturowe naczynia, makaty, rogi jelenie, paciorki... itd. Wieczorem pielgrzymi wracają do ogniska aby w rytualnym tańcu i śpiewie dziękować za obfite zbiory. Po trzech dniach ogień jest gaszony Świętą Wodą z jeziora Tateil pielgrzymi opuszczają Świętą Ziemię Wirikuta.
Tuż przed przybyciem na swoje terytoria pielgrzymi odbywają rytualne łowy na jelenie, co ma im zapewnić deszcz na cały przyszły rok. Mięso jeleni jest gotowane i suszone na miejscu i następnie umieszczane w workach z Lophophorą.
Przytoczę tu fragment historii polowania na jelenia, gdyż jest to bardzo różne polowanie od naszych skojarzeń z tym działaniem: „- Kauyumari , Kauyumari, Siostro przyszłaś się nam ofiarować?
Sarna wolno, jak na zwolnionym filmie odwróciła się do nas i przeszła przez drogę. Potem zniknęła w ciemnościach. W świetle reflektorów widać było tylko mokry asfalt i poskręcane gałęzie drzew zachodzące na drogę.
- To nie była Ona - powiedział Zep - Ta przyszła widocznie tylko po to, by nas pobłogosławić i powiedzieć, że to nie czas na polowanie. Złóż broń... jeśli Siostra lub Brat Kauyumari przychodzą, żeby się nam ofiarować, to po zawołaniu czekają na śmierć. Jeśli odchodzą, to znaczy, że nie czas na zabijanie.”
Powrót pielgrzymów jest dla wioski największym świętem przypadającym z reguły na koniec stycznia i trwającym 3-4 dni. Kulminacyjną uroczystością tego święta jest Rarikira wrzucenie przez pielgrzymów do ognia pięciu pochodni i zjedzenie Esquite- talerza kukurydzy. Uroczystości kończy wspólna biesiada, podczas której spożywane jest mięso upolowanych jeleni. Symbolika i wierzenia Huichol stanowią jeden bogaty wzajemnie powiązany kompleks, który wiąże w jedną nierozerwalną całość symbole wiatru, ognia, deszczu, jelenia, kukurydzy i peyotlu z życiem każdego członka plemienia i będzie najprawdopodobniej trwał jeszcze przez wiele pokoleń.
Zbliżając się ku końcowi pracy pragnę zaznaczyć jeszcze jeden istotny wątek mianowicie – różne podejście do świętego kaktusa u różnych społeczności. Wykorzystanie peyotlu przez  Huicholi nie jest podobne do używania go przez takie grupy Indian meksykańskich, jak Tarahumara czy Kora. Oni są głęboko przerażeni peyotlem, podczas gdy Huichole spodziewają się wyłącznie dobroczynnych skutków jego użycia. Inne grupy Indian meksykańskich nie znają też analogicznych relacji symbolicznych pomiędzy jeleniem, kukurydzą i peyotlem. Co za tym idzie, nie mają rytuału, który odpowiada peyotlowym łowom Huicholi. Kora i Tarahumara mogą kupić peyotl na jakim bądź targu albo od Huicholi, podczas gdy Huichole zakazują używania peyotlu zebranego z innego miejsca niż sakralna kraina, „gdzie on mieszka”. Odniesienie do „innego peyotlu”, który można kupić, wyjaśniają etnobotaniczne klasyfikacje Huicholi, wyróżniających dwa rodzaje peyotlu: „dobry i zły”. Hikuri (Lophophora williamsii) jest dobrym peyotlem, bardzo podobnym z wyglądu do Ariocarpus retusus, który został zidentyfikowany jako „zły peyotl”, czyli tsuwiri. Tylko doświadczona i uważna osoba, zwykle mara’akame Huicholi, może być pewna, że zebrano właściwy rodzaj. Pewność zdobycia dobrego peyotlu daje wyłącznie zebranie go we właściwym miejscu i we właściwy sposób. Efekty zjedzenia tsuwari są naprawdę okropne. Mara’akame Roman Medina Silva powiedział: „Jeśli ktoś zje coś takiego, popada w szaleństwo, biegnie w barrancas , widzi skorpiony, węże, niebezpieczne zwierzęta. Nie może chodzić, pada, często zabija się na barrancas, spadając ze skał” . Efekty są podobne do tych przypisywanych bieluniowi. Według Romana, Tarahumara obawiają się peyotlu, ponieważ nie potrafią odróżnić „dobrego” od  „złego” i czasami jedzą ten zły rodzaj. Roman powiedział: „Z powodu tego lęku nie mogą siedzieć spokojnie i mieć tych wizji co my [Huichole]. Boją się siąść, by mieć piękne wizje. Kiedy jedzą pejotl, nie śpią, chodzą i chodzą, i bardzo się boją. Dlatego, że niektórzy zjedli tsuwiri i mieli złe wizje” . Zjedzenie tsuwiri zamiast hikuri może nastąpić nie tylko na skutek pomyłki. Może też być sankcją nadnaturalną, karą za wkroczenie do Wirikuta bez właściwej spowiedzi. Roman zaznaczył: „Jeśli ktoś idzie tam, nie opowiedziawszy o swoim życiu, jeśli idzie się tam bez oczyszczenia ze wszystkiego, wtedy fałszywe hikuri to odkryje. Ono odkryje wszystko, co złe, to, co przeraża w człowieku. Zna wszystkie jego złe myśli” . Z tych powodów konieczne jest odrębne potraktowanie wykorzystania peyotlu przez Huicholi, niezależnie od rytuałów Indian Kora czy Tarahumara.     
Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że ten mały i nie wyróżniający się wśród innych pustynnych roślin, kaktus znaczy więcej dla Indian niż jedzenie i materialne dobra, przyniesione przez cywilizację białego człowieka. Właściwie tylko dzięki niemu, wiele plemion komunikując się poprzez peyotl z duchami, jest zdolnych osiągnąć psychiczny komfort i "duchową" jedność z otaczającym światem. Ta mała roślina poprzez wieki skupiła zainteresowanie tak wielu botaników, historyków i antropologów badających historię peyotlowej religii. Jak skomplikowana i długa musiała być to droga od odkrycia jej właściwości do religii i jak wiele musiały wiedzieć plemiona o roślinach rosnących na pustyni?! Do dzisiaj chemicy, farmakolodzy i psychiatrzy przeprowadzają badania nad wpływem jej alkaloidów na psychikę i użyciem ich do leczenia psychoz naszej tak różnej cywilizacji. Dopiero teraz uznano, że peyotl jest rewelacyjnym lekiem, co 1000, a może więcej lat temu Indianie uważali za oczywiste.
Lophophora zajmuje wybitne miejsce w kulturach tak wielu indiańskich szczepów, że trudno je policzyć, i nic nie wskazuje na to, że jest to religia zanikająca, wprost przeciwnie, jej zasięg rozszerza się powoli na południe Meksyku.

        
Autor chce pozostać anonimowy

Bibliografia:

Rozmowa z podróżnikiem po Meksyku.

Eliade Mircea, 2001 - Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
Lumholtz Carl, 1900 -  Symbolism of the Huichol Indians, “Memoris of the American Museum of Natural History”, vol. III, s. 1- 223.
Krupp Edwin C., 2001   - Obserwatorzy nieba, szamani i królowie. Astronomia i Archeologia mocy, Prószyński i S-ka, Warszawa.
Myerhoff Barbara G.,1997 - Pejotlowe łowy. Sakralna podróż Indian Huicholi, Wydawnictwo Znak, Kraków.
Pyrek Edi (Edward), 2005  - Wszyscy jesteśmy Indianami, Wydawnictwo G+J RBA, Warszawa.
Sanchez Victor, 1997  - Nauki don Carlosa. Przewodnik po świecie Carlosa Castanedy, LIMBUS, Bydgoszcz.

Strony internetowe:

www.swiatpodrozy.pl

 

Peyotl – Lophophoria williamsii, jest małym, szarozielonym kaktusem halucynogennym, zawierającym, poza innymi alkaloidami, meskalinę.

Rancza mogą być bardzo rozproszone – o kilka godzin czy nawet dni jedno od drugiego. Większe rancza mają zwykle własnego mara’ akame (szamana).

Tayaupa, zwany też Nasz Ojciec Słońce, i  Tatewari, zwany Nasz Dziadek Ogień, to dwa główne bóstwa w panteonie Huicholi. Drugi z nich odgrywa szczególną rolę w kompleksie szamańskim. Czasami nazywa się go „Starym Bogiem”.

Cytat pochodzi z „Symbolizm of the Huichol Indians” C. Lumholtz’a.

Myerhoff 1997, s. 128.

W pielgrzymce obecnie mogą uczestniczyć zarówno kobiety jak i mężczyźni.

Tatei Matinieri – Tam gdzie mieszkają nasze Matki. Jest to zestaw sadzawek na pustyni Zacatecas zawierających Świętą Wodę, której trzeba zaczerpnąć podczas podróży peyotlowej.

Matewame – pielgrzym, który po raz pierwszy wędruje do Wirikuta, dla którego podróż taka jest bardzo ważna. Nigdy potem nie jest ona tak niebezpieczna, ponieważ ten, kto nigdy nie był w Wirikuta, łatwo może stracić tam duszę i mara’akame musi szczególnie uważać na nowych pielgrzymów.

Duch pomocniczy szamana. Jest herosem kulturowym Huicholi. Imię Kauyumari można  przetłumaczyć jako „nie znający siebie” albo „doprowadzający do szaleństwa”.

Edi Pyrek, Szamani peyotlowi, strona internetowa : www.swiatpodruzy.pl.

„urwiska”

Myerhoff 1997, s. 147.

Ibidiem

Ibidiem s.148.

 

 

POWRÓT