Szczurkin

 

Życiorys Szczurkina


Podróżując po okolicy wpadłem na pomysł żeby stać się człowiekiem. Wiec wybrałem sobie rodzinę (...chyba na chybił trafił.. ;-) i urodziłem się.

Pierwsze lata mojego życia były raczej zafajdane (dosłownie), bo mój mózg nie miał jeszcze odpowiedniej ilości połączeń, wiec wielkiego użytku z rąk i nóg nie miałem.

Gdy ten okres już minął i nauczyłem się chodzić, zacząłem uważnie słuchać opisu świata, udzielanego mi przez rodzinę. W między czasie zapomniałem wszystkiego czego nauczyłem się wcześniej.

Nauczyłem się natomiast sporo o doktrynach katolickich, do tego doszedł jeszcze wpływ szkoły podstawowej. Jedno było pewne - świat i jego życie interesowały mnie już od czasu przedszkola, kiedy to odkryłem, że pająki są istotami takimi jak ja. Stało się to po tym jak wyrwałem nogę kosarzowi i strasznie mnie ten czyn przeraził, bo widziałem w nim siebie bez nogi.

W szkole podstawowej dostrzegłem, że każdy „medal” ma co najmniej dwie strony, po tym jak runą mój świat nakreślony przez rodzinę i Biblię. Do tego doszło jeszcze sfrustrowanie spowodowane brakiem odpowiedzi na pytanie: dlaczego jestem jaki jestem, skąd przychodzę i dokąd zmierzam?

Mój problem był na tyle poważny, że zająłem się na serio szukaniem odpowiedzi na to pytanie. Pierwszym krokiem było zaznajomienie się z Biblią, Koranem oraz Wedami. Wydawało mi się całkiem logicznym to, że w tego typu książkach znajdę wyjaśnienie, które będzie przekonywujące i trudne do obalenia. Niestety tak się nie stało. Wszystko co tam wyczytałem było sprzeczne ze sobą.

Stary Testament miał się nijak do Nowego, a obraz Boga chrześcijan był co najmniej schizofreniczny - raz „oko za oko”, a znowu „...on w ciebie kamieniem, a ty w niego chlebem...”. Wedy sprawiały wrażenie dzieła pisanego przez narkomana w stadium zejściowym, a Koran był podobny do Biblii tylko, że lało się w nim więcej krwi i mniej było mowy o przebaczeniu.

Było jednak coś co łączyło te trzy pisma ze sobą. A mianowicie zauważyłem, że wszędzie miłość do świata, który mnie otacza i życzliwość oraz współczucie dla innych ciągle były uważane jako postępowanie prowadzące do rozwoju i głębszego poznania pana Bozi.

W swoich badaniach posunąłem się dalej, zajmując się innymi wierzeniami i kulturami, oraz biologią i fizyką. Obecnie już wiem w jaki sposób się tutaj znalazłem i mam mgliste pojęcie celu do którego zmierzam.

Od czasu gdy dowiedziałem się, że "umysł" ma wielką moc sprawczą i że można kreować świat jedynie za pomocą dobrze skoncentrowanej myśli, zająłem się Moim Szamanizmem. W tym najważniejszym odkryciu pomogła mi pewna wspaniała kobietka, która umieściła ten artykuł na tej stronie. Nauczyłem się dzięki niej również tego, że tak naprawdę „jestem tobą a ty mną”. Innymi słowy jesteśmy wszyscy sobie bliżsi niż to się nam na pozór wydaje.

Obecnie jestem już w stanie opowiadać o tym co potrafię i pokazywać innym rzeczy trudne do zobaczenia, co nie zmienia faktu że cały czas odkrywam coś nowego, tym razem jednak już w spokoju, mimo niepewności ;-)...

W pracowni zajmuję się robieniem tej strony oraz robieniem bębnów, grzechotek, didżeridoo i rzeźbieniem. Czasami uda mi sie utkanie czegoś srebrnego lub miedzianego .

Swobodny, przemknę za plecami Orła i stanę się wolny.

 

POWRÓT